sobota, 18 maja 2013

Koszula dla Kena

Kto pracuje ten wie jak cudnie jest iść na urlop.Wie też jakim problemem jest powrót do pracy po takowym urlopie. Mój poniedziałkowy powrót był jak grom z jasnego nieba - jednego dnia leniwy wypoczynek a następnego wir pracy. Nie było  mnie raptem 5 dni, a czytanie maili zajęło mi połowę poniedziałku...Ten szok pourlopowy sprawił, że 3 razy zabierałam się za pisanie tego posta.

Jak widać trójka mnie prześladuje, bo trzy razy podchodziłam do szycia koszuli. Pierwszą z nich oparłam na wykroju koszulki i to był błąd...


Tak...To miała być koszula dla Kena. Ale przynajmniej kołnierzyk się udał... Za drugim razem przedobrzyłam w drugą stronę...


Koszula wyszła za luźna na szerokość i miała dziwnie skrojone rękawy...
Jak to się mówi do 3 razy sztuka...


Ta koszula też jeszcze nie jest idealna, ale myślę, że samemu wykrojowi nic nie brakuje. po prostu byłam już nieco zmęczona tematem koszulowym i nie chcący podpaliłam kołnierzyk...


Żeby wam również się to nie przytrafiło mała rada na początek.

Nim przystąpicie do szycia należy obadać materiał, z którego będziecie szyć. 
UWAGA! Dzieci powinny poprosić o pomoc osobę dorosłą!
Żeby to zrobić odcinamy mały kawałek materiału (2x4cm) i zbliżamy do niego rozpaloną zapałkę. Jeżeli materiał się topi i kurczy to bardzo ułatwi nam pracę. Jeżeli natomiast materiał nie reaguje na ciepło lub zaczyna się palić - do wykończenia kołnierzyka będzie potrzebny klej szewski bądź inny klej do materiału.

Ja przy trzeciej koszuli nie obadałam wystarczająco tematu, biorąc za pewnik, że ten materiał będzie się topił tak jak poprzedni i ... przyjarałam rogi kołnierzyka...

No cóż przejdźmy do konkretów.


Nie wrzucałam wykroju  na bloggera, bo zależało mi aby obrazek był w pełnym rozmiarze. Wykrój został rozmieszczony na kartce A4, dlatego po wydrukowaniu w tym formacie powinny być dobre proporcje ale dla pewności upewnijcie się, że  odcinki 5 cm rzeczywiście tyle mierzą. Linie ciągłe, to te po których powinny iść szwy. Przerywanymi liniami oznaczyłam zapas materiału na szwy. Osobiście wykrój wycinam bez tego zapasu a zapas na oko dorysowuję już na materiale
INSTRUKCJA:

niedziela, 12 maja 2013

Mia

Parę miesięcy temu ogarnęła mnie mania robienia kapeluszy z filcu. Opierając się na założeniach MyFroggyStuff, wyprodukowałam sporą ilość kapelutków. Oczywiście nie od razu mi wyszło:D. Pierwsze dwa były za małe, ale metodą prób i błędów w końcu się udało. Jeden z nich zagarnęła Mia i chyba całkiem nieźle w nim wygląda. Jak myślicie?



Swoją drogą to bardzo ładna lalka. Co prawda obdarzona wiecznym uśmiechem, ale delikatny świetlisty makijaż sprawia, że wygląda dziewczęco i delikatnie. Na blogu gościła zaledwie parę razy, dlatego uznałam, że należy jej się cały dzisiejszy wpis:)



To krystaliczne spojrzenie ma w sobie coś. Chciałabym wiedzieć o czym rozmyśla, że aż się uśmiecha. To musi być coś miłego.


 Mia Barbie Rebelde

piątek, 10 maja 2013

Marszczona halka pod sukienkę

Ostatnio pogoda nas rozpieszczała, słonecznie, cieplutko - bajka po prostu. Wczoraj nastąpiła zmiana pogody - przeszły trzy burze, lunął obfity deszcz, a dziś siąpi od rana ze stalowo-szarego nieba. Ale to co dla urlopującego się człowieka jest przekleństwem, dla rolnika jest manną z nieba, więc narzekać nie będę:)

Zresztą wiosenne burze mają swój urok.

Nim jednak nastąpiła ta zmiana pogody - spędziłam słoneczne popołudnie z przyjaciółką z liceum na spacerze i pogaduchach. Wędrując pasażem handlowym oniemiałyśmy na widok kwitnących drzew:)


Ale dość botaniki, przejdźmy do meritum. Dziś przepis na obiecaną marszczoną halkę do sukienki w stylu lat 50. Aby uszyć taką haleczkę będziecie potrzebowali:

Prostokątny kawałek podszewki o wymiarach 12 x 40 cm (Dla halki sięgającej do pół łydki).
Prostokątny kawałek bardzo elastycznej tkaniny np. z legginsów (10x5 cm)
40 cm koronki do wykończenia dołu.

Instrukcja

1. Podwijamy ok 0,5 cm dolnego brzegu podszewki i zaprasowujemy.
2. Przeszywamy podwinięty brzeg przyszywając jednocześnie podszewkę:
Jeżeli koronka ma kontrastowy kolor można to zrobić tak (koronka w całości pokrywa brzeg halki):


Jeśli zaś mamy koronkę w tym samym kolorze co podszewka radziłabym tylko nieznacznie nałożyć koronkę na materiał (tylko tyle, żeby złapał ją szew), tak, aby było widać ażur:


3.  Robimy zakładki przy górnej krawędzi spódnicy (ok 0,5 cm szerokości) każdą z osobna spinając szpilką. Kiedy już upniemy wszystkie zakładki sprawdzamy czy halka obejmie lalkę w biodrach. jeśli nie, trzeba zwiększyć odległości między zakładkami. Halka po zmarszczeniu powinna być minimum 1,5 cm szersza niż obwód bioder lalki.

4. Elastyczny materiał składamy a pół, żeby uzyskać pasek o wymiarach 2,5x10 cm i przykładamy do górnego brzegu spódnicy, aby przyszyć ściągacz. Materiał rozciągamy tak aby miał taką szerokość jak halka i przypinamy szpilkami. Następnie zszywamy.

5. Zszywamy tył halki

i voila.

Dla przypomnienia sukienka na sztywnej halce wygląda tak:
 

Tak sobie myślę, że sposób uszycia tej halki jest też świetnym pomysłem na wykonanie spódniczki:)

czwartek, 9 maja 2013

And the winner is....

Nadszedł czas na wyniki konkursu "Kto pierwszy, ten lepszy...ale inni też mają szansę".  Zgodnie z założeniami nagroda za pierwszy komentarz wędruje do:

Today is time to sum up the contest. The prize for te first comment goes to:

MARTA
(blog All 4 Barbie)

A teraz nadszedł czas na kolejną nagrodę. 
W roli maszyn losujących Gi&Sel


Nad poprawnym przebiegiem losowania czuwa Alexander Szetlandzki (w tle).

 
S: Ja trzymam, a Ty losuj!
G: Oki.


S: Daj, daj ja powiem kto.
G: Nie, ja!
S: Razem!
G: Dobra, 3,2,1...


G&S: (chórem) Druga nagroda wędruje do:

AGNIESZKI K.

Poproszę zwycięzców o przesłanie adresów na mail:
The winners should send their contact data to:

contactbfashions@gmail.com

Nagrody wyślę w przeciągu dwu tygodni ( muszę je uszyć...)
The prizes will be sent within two weeks.

Przypominam, że zwycięzcy powinni kontynuować zabawę:)
I would like to remind that the winner should continue this event:)

wtorek, 7 maja 2013

Siostrzyczki

Wczoraj słoneczko tak przygrzewało, że trudno było zrobić dobre zdjęcie. Z drugiej strony takie światło daje całkiem fajne możliwości zabawy kontrastem.

Przed obiektywem wdzięczyły się Sel i Gi:


 

Selena:


Gianna:

niedziela, 5 maja 2013

Betty & Jo

Niestety w życiu nigdy nie jest tak, jakbyśmy sobie wymarzyli.
Nam od dawna marzył się nowy telewizor. Oboje jesteśmy kinomaniakami, więc zależało nam na perfekcyjnym obrazie. Oboje jesteśmy uzależnieni od internetu, dlatego ten wymarzony sprzęt miał mieć dostęp do WiFi. Nie jestem gadżeciarą, ale jak już kupuję  to wolę wydać trochę więcej na srzęt o większych możlwiościach.

Na to TV trochę zbieraliśmy. Niespodziewany zastrzyk gotówki pozwolił jednak w zeszłym tygodniu na zakup upragnionego modelu. Skorzystaliśmy z oferty Electro, bo już wielokrotnie robiłam u nich zakupy i zawsze wszystko grało.

Ten raz jest jednak pechowy od początku do końca. Najpierw okazało się, że moje konto ma jakieś ograniczenia i zabrakło 14 zł do przelewu. Następnego dnia po zakupie - cena upragnionego TV spadła o 250 zł! Do tego telewizor został wysłany nie tą firmą kurierską, którą wybrałam w opcjach, przez co nie dotarł przed długim weekendem.

Drugiego maja oboje pracowaliśmy, więc trzeba było poprosić sąsiadów o przysługę. Na szczęście mamy z nimi dobre układy i przed podpisaniem odbioru sprawdzili czy wszystko dotarło całe.

Niestety po podłączeniu okazało się, że telewizor ma nie do końca sprawny ekran. Obraz się masakrycznie zacinał, a czasami gubił w ogóle...

Agresja nam się włączyła, tym bardziej, że długi weekend uniemożliwił natychmiastowe złożenie reklamacji:(

Ta agresja trzymałaby mnie pewnie do tej pory, gdybym musiała przez cały weekend mieć tą klęskę zakupową przed oczami. Na szczęście następnego dnia o świcie zapakowałam siebie oraz psa w pociąg i przyjechałam do rodziców, aby wspólnie z nimi spędzić święta Wielkanocne wg kalendarza juliańskiego.

Na miejscu czekała na mnie przesyłka od Aidy, a w niej coś co natychmiast poprawiło mi humor. Jak tylko na niebie pokazało się słoneczko wymknęłam się chyłkiem z kuchni by pstryknąć kilka  fotek.


W tej konkretnej paczce pierwsze skrzypce grała Josephine - Josie - Jo (Jazzie Workout 1988) - ubrana naprędce w sukienkę kupioną w l'eclercu za 4,29 zł.  Butki z zestawu dla Natalii były niestety o wiele za małe, ale jak wrócę do domu to wypróbuję butki od Disney Vip i Stardoll by Barbie.


Przyznam szczerze, że widok tego buziaka od razu poprawił mi nastrój, a agresja uleciała. Reklamacja nie zając nie ucieknie.


Ale wróćmy na chwilę do tematu. Ostatnim razem mieliście okazję poznać inną lalkę, która przybyła do mnie od Aidy wcześniejszą paczką - Betty (Feeling Fun Barbie 1988). Jak zobaczyłam na Aidowym blogu Jo na wydaniu - od razu uznałam, że te dwie lalki muszą zostać spokrewnione - identyczne włosy, ten sam odcień oczu. Jak matka z córką po prostu:


A tu jeszcze Betty ciesząca się promieniami wiosennego słońca:



Aido jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za zawartość paczki :*

BTW, może jutro pogoda pozwoli na wypad nad Zalew Wiślany? Oby:)

piątek, 3 maja 2013

Sukienka w stylu lat 50

Ostatnio publikowałam serię wykrojów dla Kena. Została jeszcze co prawda koszula, ale uznałam, że miło by było zrobić jakiś Barbiowy przerywnik. Dwie sukienki, które dziś zaprezentuję powstały dla Aidy.

Niestety moje pierwsze podejścia do tego tematu przypadły na taki okres kiedy nic mi nie wychodziła. Dziesięć razy kroiłam, zszywałam, prułam... Mimo, że przejrzałam wcześniej mnóstwo wykrojów lalkowych i nie tylko poświęconych tej tematyce - ciągle coś było nie tak. A to fałdki odstawały, a to spódnica nie była wystarczająco rozkloszowana. Zawsze coś. Musiałam sobie dać kilka dni oddechu.

W końcu byłam gotowa zacząć od początku. Uznałam, że trzeba to zrobić klasycznie, czyli spódnica z koła na sztywnej halce. Efekt był następujący:

Spódnica uszyta  z koła nadaje sukience odpowiedniej rozłożystości:

 
Spod spodu zalotnie wystaje halka:



Dzisiaj zaprezentuję sposób uszycia sukienki. Halkę umieszczę w kolejnym poście.

Nie wrzucałam wykroju  na bloggera, bo zależało mi aby obrazek był w pełnym rozmiarze. Wykrój został rozmieszczony na kartce A4, dlatego po wydrukowaniu w tym formacie powinny być dobre proporcje ale dla pewności upewnijcie się, że  odcinki 5 cm rzeczywiście tyle mierzą. Linie ciągłe, to te po których powinny iść szwy. Przerywanymi liniami oznaczyłam zapas materiału na szwy. Osobiście wykrój wycinam bez tego zapasu a zapas na oko dorysowuję już na materiale.  


Nim przejdziemy do instrukcji, jeszcze jedna mała uwaga. Gorset szyłam z podwójnej warstwy materiału (Spięłam dwie warstwy materiału razem, obrysowałam wykrój, przefastygowałam każdy element wzdłuż zewnętrznej lini zapasu na szwy i dopiero wtedy wycięłam), dzięki czemu był odowiednio sztywny.

INSTRUKCJA

1. Kroimy elemety w następujących ilościach:
Przód  gorsetu x1
Boczna część tyłu gorsetu x 2 (Części powinny być swoim lustrzanym odbiciem)
Środkowa czć tyłu gorsetu x 2 (Części powinny być swoim lustrzanym odbiciem) 
Przód spódnicy x 1
Tył gorsetu x2 (Części powinny być swoim lustrzanym odbiciem)

2.  Zszywam zaszewki w przodzie gorsetu.

3. Zszywamy boczne części tylne z gorsetu ze środkowymi (na obrazku boki do zszycia oznaczono literką B)

4. Zszywamy góry z dołami. Jeśli spódnicy będzie za dużo w stosunku do gorsetu - nadmiar należy odciąć.

5. Zszywamy przód z tyłami. Przymierzamy sukienkę i sprawdzamy czy jest dobrze dopasowana w talii. Jeśli nie, to przesuwamy szew w ramach potrzeby.

6. Zszywamy sukienkę z tyłu do 3/4 wysokości spódnicy.

7. Wykańczamy wszystkie brzegi, w tym te na zapięcie.

8.  Przyszywamy zapięcie. 

I VOILA:)

W roli modelki wystąpiła Feeling Fun Barbie, która trafiła do mnie dzięki Aidzie:)

Dostała na imię Betty:)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Stardoll by Barbie - o ciałku słów kilka

Wspominałam ostatnio, że Mattel jest mistrzem tworzenia lalkowych katastrof. W pewnym sensie dotyczy to również lalkowych koncepcji. W czasie kiedy cały świat dąży do jak największej mobilizacji ruchowej  - Mattel wypuszcza serię, która jest totalnym zaprzeczeniem tego nurtu - Stardoll by Barbie.

Kto z was nazwał kiedykolwiek Barbie Basic sztywniarą? Basici przy Stardollkach są mistrzami artykuacji. Zastawiam się wręcz czy SbB to jeszcze lalka czy już figurka...


Ciałko SbB na zdjęciach prezentuje się całkiem sympatycznie. Pozycja lalki i jej wmoldowana bielizna unisex są wzorowane na MeDoll - postaciach jakimi grają użytkownicy serwisu Stardoll. I tu niestety moi mili zaczyna się zonk, gdyż z racji nietypowego układu ciała Stardollki mają całkowicie nierychliwe nogi. Nie można w ogóle zmienić ich pozycji.


Jedyne punkty artykulacji, to ręce w ramionach oraz głowa. Stardollka nigdzie się pieszo nie dostanie. Co najwyżej może udawać, że frunie;)


Żeby dokładniej przeanalizować cechy różniące tą lalkę od innych typów ciałek przyjrzyjmy się temu porównaniu:


Od lewej: TNT, Belly Buttonm Fashionistas, Basic, Stardoll

Stardoll by Barbie ma bardzo ładne proporcje. Mniejszy biust, za to nieco pełniejsze biodra niż Barbie Basic. Jedynym zaburzeniem są nieproporcjonalnie długie nogi, co w szczegóności rzuca się w oczy na kolejnym zdjęciu:


Nogi Stardollki są dłuższe nawet od nóg Barbie Basic. Również stopy znacząco się różnią. Stardollka ma bodajże największe stopy ze wszystkich Basiek i bardzo ładnie zaznaczone paluszki. Minus tego taki, że może nosić tylko własne buty. Nawet sportowe barbiowe na nią nie wchodzą.


I na koniec jest jeszcze  rzut oka na tyły:



Post opublikowany na specjalne życzenie Lunarh

Wybaczcie jakość zdjęć, ale były robione o 12 w nocy...A to i tak jest już obrobione w PS...
Ale myślę, że to co najważniejsze widać:)

Aha i jeszcze odpowiedź na pytanie JewelSnake:

Moim priorytetem jest ruda, aczkolwiek jak znam życie trafi do mnie ostatnia. Następne w kolejce są różowa blondyna (tak, tak ona;)) i fioletowa czekoladka. Podejrzewam,  że to druga Fallen Angel byłaby  tuż za rudą, gdyby nie czerwone pasemko.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Fallen Angel - Stardoll by Barbie

Definitywnie idę przez życie z piętnem bycia "psują". Jeżeli tylko można daną rzecz zepsuć - na pewno przydarzy się to właśnie mnie. W przeciągu ostatniego ćwierćwiecza popsułam bardzo dużo rzeczy. Jako pierwszą w kolejności należałoby wymienić moją grzywkę. Pierwszy raz popsułam ją w wieku lat 5 własnoręcznie, podczas zabawy nożyczkami. Przez kilka tygodni byłam pośmiewiskiem całego przedszkola, bo grzywkę trzeba było przyciąć przy samej skórze. Za drugim razem nożyczki trzymała koleżanka ucząca się na fryzjerkę, ale to ja drgnęłam gwałtownie zmieniając kierunek biegu nożyczek.

Jednak włosy to pół biedy.Odrastają. Z bardziej widowiskowych katastrof - połamałam zlew, dwa razy wybiłam szybę w drzwiach do pokoju, zwaliłam karnisz zasuwając zasłonkę. Nigdy nie miałam szczęścia do rowerów. Kiedyś pożyczyłam na wycieczkę rower brata - funka nówka. Wróciłam w całości, ale rower miał scentrowane koło. Innym razem rower przeżył, ale ja przeleciałam przez kierownicę i wylądowałam w rowie. Już dwa razy popsułam aparat, a ostatnio połamałam kartę pamięci podczas wkładania jej do aparatu...

Pobitych szklanek i talerzy nawet nie liczę.

Jak już kiedyś wspominałam moje lalki z dzieciństwa też nie miały szczęścia. Moja jedyna Barbie została zniszczona pierwszego dnia, gdy ją nieopatrznie zostawiłam w przejściu, a podrabiany Ken dostał po jakimś czasie częściowej dekapitacji. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że żadnej lalki nie skrzywdziłam świadomie (pomijając zabiegi fryzjersko-kosmetyczne).

Obecnie wszystkie moje lalki mają się świetnie, czasem nawet lepiej niż kiedy do mnie przybyły. Trzymam je daleko od nożyczek i obchodzę się z nimi delikatnie.

W sumie nie ma w tym nic dziwnego, bo absolutną wyłączność na wszystkie katastrofy ma Mattel. Nie ma lalki, której by jakoś nie skrzywdził. Wady bywają małe i duże, ale zawsze jakaś się trafi. A to przebarwienie, a to dwie lewe nogi, odciśnięta gumka, zepsuta fryzura, pozszywane na lalce ubrania, nierówne włosy, krzywe makijaże... Nie będę już dalej wymieniać, bo przecież wy to wszystko znacie z autopsji.



Lalka, którą chcę wam dzisiaj przedstawić ma problemy natury włosowej. Na głowie miała sklejony kask, a grzywka śmiesznie odstaje. O ile włosy jako całość udało się jako tako ogarnąć, o tyle nie wiem czy będę w stanie  jakoś ją poprawić.

Nina - bo takie imię dostała lalka trafiła do mnie dzięki Marshalce. Kochana bardzo Ci dziękuję :*



Zamierzam uzbierać całą serię, ale tak się jakoś złożyło, że lalki trafiają do mnie w kolejności odwrotnej do stopnia chciejstwa;) Mimo to Nina przekonała mnie do siebie. Jest w niej jakaś taka przewrotność, która sprawia, że mimo iż nie podobają mi się poszczególne elementy to całość ze sobą współgra.




Na koniec jeszcze wspólne zdjęcie moich 2 Stardollek. Lalki mają ten sam mold, a różnią się baaaardzo.


Mój aparat znowu zaczyna mieć problemy z ostrością... mam nadzieję, że mu przejdzie :(


sobota, 20 kwietnia 2013

Podwójna premiera

Na samym początku mojego blogowania było inaczej. Kiedy lala do mnie dotarła nowa lalka natychmiast rzucałam się do jej obfocenia i zdjęcia od razu lądowały na blogu. To samo dotyczyło każdego innego drobiazgu. Ostatnio jednak po trochu przez zimę, a po trochu przez nawał pracy czas między przybyciem nowej lalki, jej obfoceniem, a później publikacją zdjęć znacznie się wydłużył.

Dzisiaj pokażę wam dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest wiklinowa sofa, którą jakiś czas temu nabyłam od Urshuli. Drugą jest kuzynka Gianny - Selena, czyli BFC Ink.:


Selenę wyhaczyłam dzięki Lacrimie, która na DollsForum wrzuciła allegrową aukcję. Lalka była w stanie ogólnym dobrym, jedynie włosy wołały o pomstę do nieba. Oglądając poniższe zdjęcie z aukcji spodziewałam się, że Sel czeka ogolenie na łyso i rewigacja. Zastanawiałam się też, czy jakiś młodociany fryzjer nie przystrzygł jej grzywki.


 Nie pomyliłam się co do kondycji włosów - były masakrycznie splatane i do tego strasznie szorstkie. Postanowiłam spróbować ogarnąć jej włosy jakoś. Umyłam je, odżywiłam i podcięłam zniszczone końcówki oraz wyrównałam grzywkę. Niestety  nadal pozostawały bardzo szorstkie. Dopiero wtarcie olbrzymiej ilości jedwabnego olejku sprawiło, że włosy Sel zmiękły.


Oczywiście nie mam - złudzeń, wiem, że degradacja włosów będzie postępowała, ale po doświadczeniach z Gi wiem, że regularne wcieranie jedwabiu (najlepiej przed każdym czesaniem) bardzo spowalnia ten proces.


Producenci lalek BFC Ink nie zaoferowali zbyt wielu moldów do wyboru (bodajże 3), dlatego Gi i Sel różnią się jedynie kolorystyką skóry, włosów i oczu. Ponadto Sel w przeciwieństwie do Gi nie posiada piegów. To chyba właśnie te piegi sprawiają, że Gi wygląda bardziej łobuzersko. Sel to taka grzeczna dziewczynka;)


Na koniec jeszcze zblizenie na wiklinową sofę od Urshuli. Osobiście uszyłam poduchy, dzięki czemu sofa to komfortowe miejsce do lalkowego odpoczywania;)


Dzisiaj w końcu moge usiąść do szycia. Już trochę stęskniłam się za igłą, a poza tym gonią mnie terminy....

Pozdrawiam i udanego weekendu:)